Głos mieszkańca – płk dr inż. Tomasz Ciszewski o wyborach w Sulistrowiczkach

Wybory sołtysa w Sulistrowiczkach. fot. RK

Pan Tomasz Ciszewski dołącza do ekspertów Gazety Ślężańskiej. Jego felietony i artykuły będziemy publikować zarówno w wersji elektronicznej jak i papierowej , która wkrótce zawita do Waszych domów.

Pan Tomasz jest przede wszystkim mieszkańcem gminy Sobótka, a dokładnie Sulistrowiczek. Jest pułkownikiem, doktorem i inżynierem. Ukończył Wojskową Akademię Techniczną i Akademię Obrony Narodowej w Warszawie. Służbę wojskową pełnił na stanowiskach w jednostce wojskowej oraz dydaktyczno – naukowych w Wyższych Szkołach Oficerskich we Wrocławiu. Był min. dowódcą, adiunktem, kierownikiem Zakładu Inżynierii Wojskowej oraz szefem Katedry Taktyki Wojsk Inżynieryjnych. Specjalizował się w dziedzinie inżynierii wojskowej, taktyce wojsk inżynieryjnych, budowie obiektów (dróg, mostów i lotnisk), rozminowaniu terenu, budowie i usuwaniu prowizorycznych urządzeń wybuchowych, zarządzaniu kryzysowym, bezpieczeństwie narodowym itd. Posiada na swoim koncie ponad dwieście publikacji dydaktyczno – naukowych. Uczestniczył w misjach w Afganistanie i Iraku. Za swoją służbę odebrał z rąk Prezydenta RP odznaczenia w postaci Gwiazd Afganistanu i Iraku. Oto pierwszy artykuł pana Tomasza dla naszej redakcji. Zapraszamy do lektury.

 

WYBORY SOŁTYSA W SULISTROWICZKACH

Tomasz Ciszewski

Uwagi i wątpliwości

 

Wprowadzenie

Celem artykułu nie jest kontestowanie wyników wyborów sołtysa w Sulistrowiczkach, pomimo budzącej wątpliwości formy ich przeprowadzenia. Życzę nowej Pani Sołtys powodzenia w sprawowaniu tej trudnej i zaszczytnej funkcji, z korzyścią dla mieszkańców wioski. W publikacji zamierzam pokazać, jak Pan Burmistrz Miasta i Gminy (MiG) Sobótka oraz jego urzędnicy potraktowali „niewygodnego’ dla nich Pana Marka Juraszka, byłego Sołtysa Sulistrowiczek, w podziękowaniu za wieloletnie sprawowanie funkcji publicznej. W materiale zobrazuję znajomość i interpretację prawa lokalnego przez urzędników gminy oraz pokażę, na przykładzie organizacji zebrania wiejskiego, jak dbają o bezpieczeństwo mieszkańców  w dobie zagrożenia COVID-19.

Szczegółowa problematyka publikacji obejmuje: wątpliwości prawne, „kneblowanie” sołtysa i mieszkańców Sulistrowiczek przez urząd gminy, reakcję Pana Burmistrza i mieszkańców na dymisję sołtysa, „organizację” zebrania wiejskiego, główne problemy wioski, „pomoc” urzędników w ich rozwiązywaniu, perspektywy na przyszłość oraz wnioski.

Artykuł dotyczy problematyki Sulistrowiczek, jednak z podobną borykają się mieszkańcy innych wiosek naszej gminy i miasta Sobótka, stąd zostały w nim poruszone wybrane uwarunkowania zewnętrzne z poziomu gminy.

Wątpliwości prawne

Wybory sołtysa w Sulistrowiczkach, które odbyły się w dn. 15.07.2020r., pomimo finalizacji, nadal budzą wiele emocji wśród mieszkańców wioski i gminy. Najwięcej dyskusji dotyczy formy, w jakiej zostały przeprowadzone przez urzędników, delegowanych przez Pana Burmistrza. Mieszkańcy zastanawiają się, czy wybory zostały przeprowadzone zgodnie ze Statutem Sołectwa nadanym uchwałą nr XXVIII/311/12 Rady Miejskiej w Sobótce z dn. 28 12.2012r.? Duże znaki zapytania dotyczą kwestii stwierdzenia wygaśnięcia mandatu sołtysa przez zebranie wiejskie.

Statut Sołectwa w §13.1. pkt 2 (str. 4) stanowi, że w przypadku złożenia pisemnej rezygnacji przez sołtysa, wygaśnięcie jego mandatu stwierdza zebranie wiejskie w ciągu 30 dni od wygaśnięcia przyczyny. Kluczowe w tym zapisie jest słowo „stwierdzić”. Słownik języka polskiego definiuje ten termin, jako przekonać się o czymś, uznać coś za pewne, powiedzieć coś stanowczo i z przekonaniem. Kolejną ważną kwestią jest forma tego stwierdzenia. Większość statutów sołectw w kraju określa, że wygaśnięcie mandatu sołtysa stwierdza zebranie wiejskie w formie uchwały.

Powstaje zasadnicze pytanie – czy wpłyniecie pisemnej rezygnacji Pana Juraszka z pełnienia funkcji sołtysa, na ręce Pana Burmistrza, było równoznaczne ze stwierdzeniem wygaśnięcia mandatu przez zebranie wiejskie w Sulistrowiczkach, jak twierdzili przedstawiciele UMiG Sobótka, organizujący wybory nowego sołtysa?

Należy zauważyć, że burmistrz i zebranie wiejskie są to dwa różne podmioty. Logika  i realia wskazują, że tylko Burmistrz, po zapoznaniu się z treścią pisma Sołtysa, mógł przyjąć ten fakt do wiadomości i na tej podstawie stwierdzić, że złożył on rezygnację z pełnienia swojej funkcji. Jednak Statut Sołectwa nie daje takich kompetencji burmistrzowi.

Na jakiej zaś podstawie mogło to uczynić, uprawnione w tej kwestii zebranie wiejskie, skoro pismo Pana Juraszka nie było do niego skierowane? Czy podstawą stwierdzenia wygaśnięcia mandatu mogły być niepodpisane ogłoszenia o wyborach organizowanych przez Pana Burmistrza, rozwieszone na tablicach i płotach wioski, które każdy mógł wydrukować? Uważam, że nie. Zebranie mogło stwierdzić wygaśnięcie mandatu sołtysa jedynie poprzez bezpośredni kontakt z nim na forum mieszkańców wioski, podczas którego oznajmiłby, że rezygnuje z pełnionej funkcji, podając przy tym powody swojej decyzji. Dodatkowo skutkiem tego powinna być uchwała zebrania wiejskiego, jak to czynią inne sołectwa w kraju, dotycząca wygaśnięcia mandatu sołtysa, podjęta przez poinformowanych i przekonanych o tym fakcie mieszkańców.

„Kneblowanie” sołtysa i mieszkańców

Za sprawą organizatorów zebrania, z Panią Burmistrz na czele, pomimo protestów części lokalnej społeczności, mieszkańcy i sołtys nie otrzymali możliwości zabrania głosu. Urzędnicy, przed wyborami, nie dopuścili do wystąpienia Pana Juraszka i mieszkańców oraz podjęcia uchwały przez zebranie wiejskie, co było warunkiem koniecznym stwierdzenia wygaśnięcia jego mandatu. Uniemożliwili oni Panu Juraszkowi publiczne ogłoszenie faktu swojej decyzji oraz podanie jej powodów. Nie przyjęli także uchwały Rady Sołectwa Sulistrowiczki oraz wniosku grupy 58 mieszkańców popierających Sołtysa, odrzucających jego rezygnację wzywających go do złożenia wyjaśnień oraz wycofania rezygnacji.

Czy demokracja w samorządzie ma polegać na „dyktaturze” urzędników, nierespektowaniu uchwał Rady Sołeckiej oraz wniosków dużej grupy mieszkańców? Dlaczego urzędnicy na siłę „parli” do natychmiastowych wyborów nowego sołtysa? Brakowało im czasu, woli, czy wiedzy? Dlaczego nie pozwolili Panu Juraszkowi i innym mieszkańcom zabrać głos. Czy celowo zamierzali coś ukryć i uniknąć publicznej prezentacji? Wreszcie, jak ta sytuacja ma się do budowania wiedzy i świadomości obywateli oraz do zasady jawności działania samorządu?

W jakiej formie, jeśli nie przez wysłuchanie sołtysa i mieszkańców oraz przez podjęcie na tej podstawie uchwały, zebranie wiejskie mogło stwierdzić wygaśnięcie mandatu sołtysa? Na te i inne pytania przedstawiciele UMiG Sobótka nie udzielili odpowiedzi, dlatego kwestie te cały czas nurtują i martwią mieszkańców.

Nieświadomi mieszkańcy

Negatywnym skutkiem siłowego i niedemokratycznego zablokowania wypowiedzi Pana Juraszka oraz ograniczenia statutowych powinności zebrania wiejskiego przez urzędników było to, że wielu mieszkańców nie poznało przyczyn i uwarunkowań jego rezygnacji. Wielu nic nie wiedziało o całej tej sytuacji i jako nieświadomi przystąpili do wyborów nowego sołtysa. Urzędnicy nie pozwolili, aby część mieszkańców, zaskoczona decyzją sołtysa, dowiedziała się, o co w tym wszystkim chodzi? Część ludzi przypuszczała, że powodem złożenia jego wniosku o dymisję są względy osobiste, inni twierdzili są to problemy z mieszkańcami wsi (na to wskazuje funkcja, której się zrzekł) lub inne nieznane kwestie dotyczące wioski.

Zagadkowe zachowanie burmistrza

Znamienna była reakcja Pana Burmistrza na wniosek Sołtysa o rezygnację. Jego działanie ograniczyło się do przyjęcia pisma od Pana Juraszka (nie osobiście, tylko przez sekretariat). Nie znalazł on czasu, aby się z nim spotkać oraz nie uznał, że właściwym i taktownym byłby zapytać sołtysa o przyczyny rezygnacji. Nawet nie powiadomił go, czy przyjął rezygnację. Może zabrakło mu odwagi, albo tylko „zgubił” numer telefonu do sołtysa? Jest to zastanawiające, bowiem Pan Juraszek pełni funkcję radnego w naszej gminie, a dodatkowo dzielnie wspierał Pana Burmistrza w jego kampanii wyborczej. 

Może powodem tego zagadkowego zachowania było to, że Pan Juraszek przestał klaskać i „poprawnie” głosować, tak jak większość Rady Miejskiej, w interesie urzędu? Może Sołtys zadawał kłopotliwe pytania i walczył o interes swoich wyborców, nie wchodząc w lokalne układy? Być może złożenie wniosku o rezygnację było wyrazem jego bezsilności i determinacji, w celu zwrócenia uwagi mieszkańców na jakiś lokalny problem? Tego się nie dowiedzieliśmy. Zamiast tego nasz główny włodarz zwołał zebranie wiejskie celem wyboru nowego sołtysa.

„Organizacja” zebrania

Pan Burmistrz osobiście nie uczestniczył w organizowanym przez siebie zebraniu wiejskim. Wydelegował tylko swoich organizatorów, którzy owszem wyróżnili się, ale tylko tylko urodą. Natomiast ich działanie dopełniło czarę goryczy mieszkańców, która w końcu się przelała. Ich interpretacja zapisów Statutu Sołectwa „powaliła” nawet część tych niedoskonale wyedukowanych mieszkańców wioski. Natomiast sama organizacja zebrania wołała już o pomstę do nieba. „Organizatorzy” całkowicie zignorowali zagrożenie COVID – 19. Większość mieszkańców paradowała bez maseczek, nie zachowując bezpiecznego dystansu. Przed wejście do chaty grillowej (lokum głosowania) nie umieszczono rękawiczek ochronnych i środków do dezynfekcji rąk, nie wspominając o okresowym odkażeniu miejsca oddawania głosów. Nasi gminni „specjaliści” organizując zebranie uznali, że odpowiednim dla niego miejscem będzie chata bez zaplecza sanitarnego, mogąca pomieścić, po upchaniu, jak sardynki w puszcze, zaledwie 30 osób.

Gratuluję „organizatorom” przeprowadzenia rekonesansu (przyjechali 15 min. przed rozpoczęciem zebrania) w celu sprawdzenia na miejscu możliwości logistycznych oraz warunków bezpieczeństwa uczestników zgromadzenia. Na szczęście natura okazała się łaskawa (nie padał deszcz) i zebranie można było przeprowadzić na powietrzu, bo zagrożenie mogło być jeszcze większe. Korzystając z uwarunkowań plenerowych część mieszkańców i gości, zgromadzonych na ponad dwugodzinnym zebraniu, załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne w pobliskim lesie, „zdobiąc” w ten sposób nasze piękne Sulistrowiczki. Tylko drobną niedoskonałością, w stosunku do wcześniej wymienionych uchybień, było to, że organizatorzy zapomnieli o środkach nagłaśniających. Z uwagi na wrzawę nie było słychać co mówią prowadzący zebranie. Mieszkańcy podeszli bliżej, tworząc zwarte skupisko, co jest sprzecznie z zasadami zachowania w dobie pandemii. Po pewnym czasie, jak zwykle wioska stanęła na wysokości zadania i udostępniła im swoje nagłośnienie. Pewnie w „nagrodę” za to nasi „doskonali” i pryncypialni urzędnicy (kolejny raz) obetną jej skromny fundusz sołecki. Może przynajmniej za zabrane wiosce środki UMiG zakupi megafony do prowadzenia swoich wyjazdowych zebrań lub przeznaczy je na szkolenie urzędników na temat bezpiecznego organizowania zebrań w okresie pandemii.

Na przedstawicielach urzędu, jako organizatorach zebrania, spoczywał obowiązek stworzenia bezpiecznych warunków do jego przeprowadzenia, z którego całkowicie się nie wywiązali. Zaprezentowany powyżej obraz daje wyobrażenie, jak byli przygotowani do zebrania. Pan Burmistrz, jako przełożony, winien wyciągnąć z tego wnioski i przeszkolić swoich podwładnych, aby podobne sytuacje nie miały już miejsca. Na przykładzie zebrania   w Sulistrowiczkach można by szkolić inne samorządy i studentów, jak nie wolno postępować organizując zebrania mieszkańców, w dobie zagrożenia COVID-19.

Reakcja mieszkańców 

Cała sytuacja związana z rezygnacja Pana Juraszka z funkcji sołtysa podzieliła społeczność Sulistrowiczek. Część, mieszkańców, kierując się lojalnością, wspierała go. Uważała, że powinien wycofać rezygnację i dokończyć swoją kadencję. Druga grupa, dostrzegając szansę w tej kryzysowej dla wioski sytuacji, była zdania, że należy wybrać nowego sołtysa, który po swojemu ułoży sobie relacje z urzędem gminy, co w rezultacie da szanse na rozwój wioski. Czy będzie to możliwe? Przyszłość pokaże.

Pomimo podziału, mieszkańcy wioski nie chcą już dłużej czuć się, jak obywatele II kategorii. Uważają oni, że Sulistrowiczki, posiadające największe walory turystyczne w regionie, od wielu lat pomijane są w inwestycjach, choć tutejsi ludzie płacą takie same podatki, jak reszta gminy. Wioska liczy ok. 460 numerów, stąd wpływy z podatku od nieruchomości, osób fizycznych i inne od mieszkańców wioski do budżetu gminy są znaczące (ok. 400tys. zł). Gmina nie ujawnia tej kwoty, bo woli politykę finansową prowadzić „za kurtyną”, aby nie wzbudzać emocji mieszkańców. Za swój wkład do budżetu łaskawie otrzymujemy z gminy fundusz sołecki  w wysokości kilkunastu tys. złotych, który jest notorycznie obcinany. Taka sytuacja budzi frustrację mieszkańców. Czy powodem jej był „niegrzeczny” i bezkompromisowy sołtys, a teraz gdy go zmieniono, środki popłyną strumieniem? W tą kuszącą perspektywę wierzą chyba tylko naiwni.

Społeczność wioski uważa, że nieporozumienia osób funkcyjnych w gminie nie powinny być przenoszone na jej grunt, powodując konflikty i wewnętrzne podziały. Sprawa opisana w artykule dotyczy relacji między Panem Sołtysem i Burmistrzem. Obaj powinni usiąść i spokojnie wyjaśnić problem, aby nie powodować jego eskalacji. Odpowiedzialność za to spoczywała na Burmistrzu, jako osobie piastującej wyższe stanowisko. Z jego strony zabrakło dobrej woli i odwagi.

Problemy wioski i „pomoc” urzędników

W wiosce brakuje umocnionych poboczy i chodników. Matki z dziećmi skaczą do rowów, gdy zima mijają je wielogabarytowe pojazdy przewożące drewno. Nie ma nawet jednego przejścia dla pieszych, na bardzo ruchliwej, długiej i słabo oświetlonej drodze, która biegnie przez środek miejscowości. Zagrożenie dla mieszkańców, związane z ruchem pojazdów, w tym popularnym dla turystów rejonie jest ogromne. Nie wpływa to jednak na dobre samopoczucie gminnych urzędników. Burmistrzowi, który jest odpowiedzialny za rozwiązanie tego problemem mieszkańcy zamierzają ufundować nagrodę buzdygana (maczuga), w dziedzinie bezpieczeństwa lokalnego, nie do samodestrukcji tylko, aby rozbił nim „mur obojętności” swoich podwładnych. Ci, choć pobierają pensje z publicznych środków, od lat uparcie twierdzą, że nic się nie da zrobić, aby zwiększyć bezpieczeństwo mieszkańców. Zamiast sami zaangażować się w sprawę odsyłają bezsilnych mieszkańców do Wrocławia, bo to przecież nie ich sprawa tylko powiatu. A po godzinie 15.30, gdy urząd pustoszeje, zimą gasną światła, biorą teczki oraz torebki i…idą do domu. Kaloryfery grzeją i jest przysłowiowa ciepła woda w kranie. To świadczy, jak urzędnicy mają na uwadze nasze problemy. Załatwienie nawet prostej sprawy wykonania wiat przystankowy na wiosce jest dla nich problemem nie do rozwiązania, o innych sprawach nie wspominając.

Bierność i brak inicjatywy, w rozwiązywaniu problemów mieszkańców, ze strony części urzędników jest duża, Pewną nadzieję wiązaliśmy z nowym Burmistrzem. Wspieraliśmy go w kampanii wyborczej. Jednak efekty jego dwuletniej pracy są mizerne i delikatnie mówiąc trudno dostrzegalne. Pewnie zapomniał już i schował głęboko do szafy swoje hasła wyborcze. Wpisał się tym w urzędową rzeczywistość, bo tak jest najłatwiej i wygodniej. Po co wymagać od swoich podwładnych? Przecież to powoduje nieprzyjemną atmosferę w urzędzie. Lepiej się „dogadać”, bo to urzędnicy na niego pracują, od lat przepisując co roku ten sam projekt uchwały budżetowej, metodą kopiuj i wklej, z tymi samymi błędami, zmieniając tylko nieco cyferki. Ilu mieszkańców gminy ją czyta? Nawet większość radnych nie wie o co w niej chodzi, a i tak, z nielicznymi wyjątkami, głosują za jej przyjęciem. Polityka finansowa prowadzona jest skrycie, z dala od mieszkańców. Stosowane metody budżetowania pamiętają jeszcze epokę Edwarda Gierka. Teoria budżetu zadaniowego, powszechnie wykorzystywana w rozwiniętych gminach, jeszcze do Sobótki, nie dotarła.

Perspektywy na przyszłość

Czy w tej sytuacji możemy liczyć na rozwój gminy? Wątpię. Przecież nasza gmina nie ma nawet strategii rozwoju. Ostatnią napisano przed dwudziestu laty, jeszcze za czasów Burmistrza Eugeniusza Cielenia. Konsekwencją jej braku są nieprzemyślane inwestycje, które zamiast generować zyski powodują tylko koszty dla budżetu gminy. Kuriozum stanowi np. intensywne oświetlenie w rejonie cmentarza w Sobótce, gdy na wioskach gminy żywym mieszkańcom brakuje lamp i każda jest na wagę złota.

Proszę zapytać aktualnego Burmistrza lub któregokolwiek urzędnika o pomysł na rozwój gminy w perspektywie 5 i 10 lat. Uznają pewnie, że ktoś „urwał się z choinki”. W urzędzie obowiązuje tzw. „bieżączka” i działanie na zasadzie „gaszenia pożarów”. Gdy nie ma strategii rozwoju planowanie realizowane jest w jednorocznej perspektywie budżetowej. Niestety, tym charakteryzują się działania w ramach strategii przetrwania, a nie rozwoju.

Czy, jako mieszkańcy, jesteśmy w tej sytuacji bezradni? Oczywiście, że nie. Powiedzmy dość! Zewrzyjmy szyki, zjednoczmy się i walczmy o lepszą przyszłość gminy. Apel ten kieruję szczególnie do ludzi młodych, nie stójcie z boku bo za ileś lat nasi lokalni włodarze zrobią nam z gminy „skansen lub rezerwat”. Poszukujcie wśród siebie mądrych przedstawicieli, sięgajcie po władzę lokalną i wprowadźcie wreszcie gminę w XXI wiek. W wyborach na burmistrza i radnych głosujcie na ludzi młodych, energicznych, światłych, z wyobraźnią, mających DNA umożliwiające pozytywne zmiany w gminie. Posiadamy na jej obszarze wiele niespotykanych walorów, które są szansą dla rozwoju, niestety z powodu nieudolności, braku wyobraźni i pomysłu naszych włodarzy od lat nie są wykorzystane.

„Grzechy” Pana Juraszka

Opisana powyżej sytuacja, tyko z pozoru nie ma związku z Panem Juraszkiem. Głosując na jego kandydaturę w wyborach do Rady Miasta (wcześniej na sołtysa) zobowiązaliśmy go by „ostro” walczył w interesie mieszkańców. Zatem, tak jak umiał, wychylał się, pytał, wnikał, domagał się wyjaśnień, czasem się nawet kłócił, walcząc o dobro wyborców. Ewidentnie było to uciążliwe dla urzędników. Dlatego zmęczeni nim z ulgą przyjęli jego rezygnację i obawiali się, aby tylko jej nie wycofał i nie zaczął publicznie roztrząsać powodów swojej dymisji. Niestety dla pracowników urzędu mam złą wiadomość. Po rezygnacji z funkcji sołtysa, nadal pozostaje on radnym. Znając jego charyzmę i temperament jestem pewien, że jeszcze nieraz da „popalić” urzędnikom, „bijąc” się o nasze sprawy. Zamiast dołować, piętnować i hejtowć Pana Juraszka z powodu „szorstkiej” powierzchowności, wesprzyjmy go, bo działa w naszym interesie. Tylko takie jak on „niespokojne duchy” są szansą na rozwój gminy. Mierni, wierni, ale bierni radni i urzędnicy nic nie wskórają.

Pytania do Burmistrza

W zarządzaniu samorządem obowiązuje zasada ciągłości władzy, dlatego po dwóch latach swojej kadencji Pan Burmistrz nie może już „zwalać” całej winy za problemy mieszkańców na poprzedników. Przyszedł czas na ocenę efektów jego pracy i wyciagnięcie wniosków, aby reszta jego kadencji nie była czasem straconym dla naszej społeczności.

Pan Burmistrz, poprzez absencję na spotkaniu wyborczym, kolejny już raz uniknął kontaktu z mieszkańcami Sulistrowiczek. Jeśli do tego dodamy brak woli komunikowania się z naszym przedstawicielem – sołtysem i radnym Panem Juraszkiem, to mamy problem alienacji władzy lokalnej, która oderwała się od swoich wyborców.

Mieszkańcy proponują, aby wreszcie określił dogodny dla siebie termin i stawił się przed ich gremium. Na spotkaniu pragną ocenić jego dotychczasową działalność na korzyść wioski i gminy. Obecne problemy wioski są pochodną tego, jak Pan Burmistrz gospodaruje naszymi pieniędzmi. Wydawać publiczne środki to potrafi każdy. Sztuką jest przysparzanie funduszy na rozwój gminy, aby jej mieszkańcom żyło się lepiej. Interesuje nas, jakie są efekty jego działań w tym zakresie?

Mieszkańcy chcą dowiedzieć od Pana Burmistrza, jaki ma pomysł na rozwój gminy? Oczekują, że pokaże im strategię jej rozwoju i odpowie na pytania dotyczące finansów gminy, aby mogli ocenić, czy polityka finansowa jest zbieżna z jego pomysłem na rozwój? Dla pewności mieszkańcy chcą zaprosić na to spotkanie media, lokalnych posłów, wybranych radnych, sołtysów i innych gości, aby słowa Pana Burmistrza zostały właściwe odebrane i udokumentowane.

Podsumowanie

Sprawę rezygnacji Pana Juraszka można było rozwiązać taktownie i zgodnie z literą lokalnego prawa. Osobiście czuję się zawiedziony i dotknięty sposobem, w jaki go potraktowano. Należało uszanować sołtysa, reprezentującego mieszkańców wsi. Nie chcę, aby takie „standardy” obowiązywały w naszej gminie. Nie akceptuje braku kultury, arogancji, wyalienowania oraz prób wprowadzania dyktatury władzy lokalnej. Będę zdecydowania walczył z tymi negatywnymi zjawiskami, nawet bez wsparcia.

Moim zdaniem stwierdzenie wygaśnięcia mandatu sołtysa przeprowadzone zostało wadliwie, za sprawą Pana Burmistrza i jego podwładnych. Urzędnicy przywłaszczając sobie kompetencje zebrania wiejskiego, sami stwierdzili wygaśnięcie jego mandatu mówiąc, że zrobiło to zebranie. Jest to całkowicie sprzeczne z zapisami Statutu Sołectwa.

Naginanie przepisów i norm prawnych, regulujących stosunki społeczności lokalnej przez urzędników, dla własnych potrzeb i interesów, jest naganne i powinno zostać napiętnowana. Część mieszkańców gminy jest zdegustowana formą i okolicznościami wyborów sołtysa w Sulistrowiczkach, chce wyjaśnień od Pana Burmistrza oraz zapewnienia, że taka sytuacja już się nie powtórzy.

Artykuł swój adresuję do posłów Ziemi Dolnośląskiej Proszę, aby „przyjrzeli” się temu, co dzieje się w naszej gminie, gdzie problemów jest wiele, a opór urzędników do wprowadzania zmian na korzyść mieszkańców jest bardzo duży. Bez pomocy naszych parlamentarzystów trudno będzie pokonać „mur” obojętności i bierności włodarzy gminy lub potrwa to latami.

Tomasz Ciszewski

 

r.krajewski@gazetaslezanska.pl

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików "cookies" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close