Głos mieszkańca – Tomasz Ciszewski – Quo Vadis moja Sobótko?

fot wyk. Tomasz Ciszewski

Quo Vadis moja Sobótko?
BEZ POMYSŁU W PRZYSZŁOŚĆ

Artykuł ma charakter dyskusyjny. Przedstawiam w nim swój pogląd na temat kierunku, w którym zmierza gmina Sobótka. Celem publikacji jest pokazanie niepokojących mnie zjawisk, z nutką satyry, w odniesieniu do prezentowanych w nim jednostek, grup i stosunków społecznych.

Walory i realia

Chyba nie ma wrocławianki i wrocławianina, którzy nie wiedzieliby, gdzie leży góra Ślęża, Sobótka, czy Sulistrowiczki. Lokalizacja i zasoby gminy wpływają na jej liczne walory środowiska naturalnego i poza przyrodnicze, które są atrakcją dla turystów. W każdy pogodny weekend kawalkady pojazdów z Wrocławia i pobliskich miejscowości, mkną pod Ślężę, po słabo oznakowanych i oświetlonych drogach, bez chodników i poboczy.
Mieszkam w gminie od prawie 10 lat i staram się ją zrozumieć. Sen z powiek spędza mi pytania: dlaczego Sobótka o tak dużych walorach nie potrafi z nich korzysta? Matka natura obdarzyła ją hojnie, ukształtowała historia, ale współczesność pozostawia już wiele do życzenia. Nasi lokalni mocarze, zabiegając o władzę, dumnie określali się biznesmenami i dobrymi gospodarzami. Niestety, po wyborach rzeczywistość ich przerastała, a wcześniejsze zapewnienia nie przystawały do wymagań kierowania gminą.
Aktualny nasz stan to: nawierzchnie gruntowe, dziury w asfalcie na niejednej z ulic w Sobótce oraz „karłowaty” transport publiczny, który utrudnia komunikację ze światem. Na wsiach brakuje wiat przystankowych, świetlic, sieci gazowej, szwankuje kanalizacja. Wodociągi okresowo „fundują” nam wodę „wzbogaconą” wolnym chlorem, bakteriami Escherichia coli, enterokokami, żelazem, i manganem. Do tego dachy budynków gminy wciąż „zdobią” tony eternitu. To tylko kropla w morzu problemów Sobótki, z którymi boryka się nasza społeczność. „Pracowaliśmy” na ten stan dziesiątki lat.
W XXI wieku, wraz z postępem technicznym i rozwojem cywilizacyjnym, zwiększyły się oczekiwania obywateli, co do świadczonych usług publicznych. Mieszkańcy gminy już nie są „ciemniakami”, którym władza może wciskać „kit”. Są świadomi swoich potrzeb, których zaspokojenie wymaga poszukiwanie nowych źródeł ich finansowania.
Dotychczas władze nie potrafiły sprostać temu wyzwaniu. Ich mała aktywność, w pozyskiwaniu środków, spowodowała niski poziom inwestycji, a w konsekwencji brak rozwoju gminy. Włodarze, zamiast podjąć walkę o bezzwrotne środki na roboty publiczne, zaciągali kredyty bankowe, obciążając tym mieszkańców na lata.

Turyści

W słoneczne weekendy odwiedzają nas tysiące „jednodniowych” przybyszów. Przemieszczają się sprawnie „tranzytem” przez gminę, bo mimo dużych chęci, nie mają gdzie zostawić swoich pieniędzy. Baza gastronomiczna, noclegowa i turystyczna przypomina jeszcze czasy PRL – u. Nasi „zapobiegliwi” Włodarze wyprzedali już lub wydzierżawili, co atrakcyjniejsze działki i obiekty, teraz mają spokój z ich utrzymaniem. To nic, że niewiele złotówek, z tego tytułu wpływa do gminnej kasy, na ich pensje starcza.
Czym nas „obdarowują” goście? Powiem dyplomatycznie, że nie są to tylko śmieci. Mieszkam w Sulistrowiczkach, w których nie ma koszy, a przyjezdni „ukwiecają” naszą wioskę czym popadnie. Instalacja pojemników na odpadki jest dla władz wielkim wyzwaniem. Co tam kosze, skoro w Sobótce nie ma nawet toalety publicznej. Włodarze od lat nie potrafią rozwiązać tej prostej sprawy. Wstyd! W efekcie, takiej „troski” o przyjezdnych, wpływy z turystyki do gminnej kasy są znikome.
Powstaje pytanie, jakie są przyczyny tego stanu, czy ciąży na nas jakieś nieubłagane fatum, czy to tylko zwykła niegospodarność?
Inwestycje
U nas inwestycje ze środków publicznych realizowane są „bez ładu i składu”, czyli co wpadnie na myśl kolejnym Włodarzom. Zamiast przynosić gminie zyski, generują tylko koszty. Najwięcej ich ma miejsce tuż przed wyborami, aby przypodobać się mieszkańcom. Problemem są słabe inwestycje na wioskach, gdzie mieszkańcy przez to czują się obywatelami II kategorii. Wszelkie wydatki inwestycyjne są robione w ramach wyróżniania „porządnych” Radnych, którzy nie „pyskuję” i głosują tak, jak sobie życzy Pan Burmistrz.

„Prawo i demokracja lokalna”

Pan Burmistrz dzierży w swoich rękach „władzę absolutną”. Tworzy i interpretuje prawo lokalne ponadto, jak król Salomon, rozsądza (jako strona), spory mieszkańców z Urzędem. Zatrudniony przez niego prawnik przygotowuje projekty uchwał i zarządzeń, a Rada je akceptuje. Gwoli sprawiedliwości jest garstka Radnych, która próbuje głosować zgodnie z własnym sumieniem, ale to „krzyk wołającego na pustyni”. Rzeczony znawca prawa swoje „dzieła” (projekty „wyroków”) z dumą publikuje w internecie, nawet tydzień przed sesją organu uchwałodawczego. Nasz „gminny minister sprawiedliwości” sugeruje tym, jak ma zagłosować Rada. „Ściągawki wyroków?” Chyba nam się Pan jurysta trochę „zagalopował”. Może na jego „nowatorskich” metodach zaczną się wzorować Sądy RP, zamieszczając w „sieci” projekty wyroków i postanowień, sporządzane przez „radców”, podpowiadające sędziom, jak mają prawidłowo orzekać?
Generalnie jakość miejscowego prawa nie jest wysoka, co pozwala różnie je interpretować. Wiele jego aktów wymaga „odkurzenia”. Przy tak niedoskonałym systemie gminnej Temidy szansę zwykłego obywatela na wygranie sporu z Urzędem oceniam, jak możliwość zwycięstwa miejscowego klubu piłkarskiego z FC Barcelona. Każdy spór mieszkańca z Urzędem, na poziomie lokalnym, jest odmianą walki Dawida z Goliatem.
Pan Burmistrz lubi jednomyślność i dyscyplinę obrad Rady Miejskiej. Jest fachowcem od kultury fizycznej, dlatego bliska jest mu zasada wyższości działania nad myśleniem. Jako żołnierz rozumiem go bez słów, stąd rzadko ze sobą rozmawiamy. Zresztą nie ma na to czasu, bo ciężko pracuje. Biedny musi jeździć, aż do Wrocławia i kłaniać się Panom Wojewodzie i Staroście, aby dostać dla gminy „kasę”. Nad jego wysiłkami „pieją” z zachwytu Panie z Urzędu. Ciekaw jestem na co ją wyda? Oby tylko nie na doświetlenie rejonu cmentarza w Sobótce, bo dzisiaj nocą to jest najbardziej oświecone miejsce w gminie.

Dokąd zmierzasz Sobótko kochana?

Gmino pełna kolorytu i sprzeczności, Sobótko spokojna, z mieszkańcami, których władza nie rozpieszcza, dlaczego musisz znosić te męki? Kiedy wreszcie zostanie Ci zdjęty gorset „zaściankowej prowincjonalności”, zaczniesz swobodnie oddychać i rozwijać się? Dokąd Cię „wloką” Twoi Włodarze? Czy choć wiedzą, gdzie jest cel tej drogi? Podobne pytania zadaje sobie wielu tubylców, ale Włodarze nie mają takich dylematów, śpią spokojnie i bez skrupułów biorą pensje z publicznych pieniędzy.
Na Twoim czele Sobótko, kroczy majestatycznie, „bez mapy” nasz Wódz. W ręce ściska „stary i dawno już nieaktualny atlas” – strategię rozwoju gminy, opracowaną w 2000r., przez zespół prof. Janusza Maraka. Niestety, On i jego poprzednicy, nie osiągnęli żadnego z zakładanych w niej celów (uczynienie z turystyki i przetwórstwa żywności źródeł dochodów gminy). Dla swojej wygody, zrezygnowali z ambitnych dążeń. Skupiali się tylko na „bieżączce”, nie myśląc co będzie, gdy ich kadencja się skończy? Aby to stwierdzić wystarczy porównać cele strategii z wydatkami, jakie poczynili, aby je osiągnąć.
Burmistrz to najważniejsza osoba, od niego zależy, czy gmina się rozwija, czy usiłuje tylko przetrwać. Ważne jest, aby we właściwym kierunku „poprowadził nas do walki” o lepsze jutro. Z perspektywy lat można powiedzieć, że nie mamy szczęścia do Włodarzy. Często wybieraliśmy ludzi „nieprzystających do epoki”, bez rozbudzonej wyobraźni, myślących zachowawczo i dalekich od dążenia do rozwoju gminy. Niby byli doświadczeni (głównie wiekowo), ale korzeniami tkwili zbyt głęboko w minionym wieku.

Recepta strategiczna

Od stworzenia starej strategii w 2000r., w otoczeniu gminy zaszły wielkie zmiany. Obecnie jej treść nie przystaje do współczesności, jednak Włodarze nie kwapią się z opracowaniem nowej i od lat „pędzą na oślep bez tego prawa jazdy”. Wtórują im w tym nasi Radni, którzy co roku „klepią” kierunkowe założenia polityki budżetowej gminy. Z tego powodu coroczne budżety już dawno straciły wymiar strategiczny, który je spajał i nadawał im długoletni sens.
Wybitny strateg Carl von Clausewitz, pochodzący z Wrocławia, był zdania, że „strategia dotyczy stworzenia planu wojny, określenia poszczególnych kampanii oraz przedsięwzięć w ich ramach”. Tłumacząc to na język gminny, coroczne budżety to zaledwie „drobne potyczki”, które bez powiązania dalekosiężną myślą z „wyższymi” celami, niewiele znaczą w skali dziesiątków lat istnienia gminy.
Nasze „jednomyślne” budżety, zawężone do reagowania na bieżące problemy, porównam do działań strażaka, który gasi wybuchające pożary. Ich długość spojrzenia jest krótka, obejmuje zaledwie 12 miesięcy (co najwyżej kilka lat) i sięga tylko „horyzontu żaby”. Użyłem tego sformułowania, ponieważ żaba patrząc, z dołu w górę, widzi świat w wypaczonej perspektywie. Dla niej najbliższe przedmioty (coroczny budżet) wydają się być olbrzymie, a oddalone (cele strategiczne) malutkie. Wszyscy lubimy zielone żabki, ale przy budżetowaniu nie możemy wzorować się ich spojrzeniem na świat.
Powinniśmy niezwłocznie opracować strategię rozwoju gminy, będącą podstawą do corocznego budżetowania. Stosując ją „nie będziemy patrzeć tylko pod swoje nogi, ale także daleko przed siebie”. Ten dokument określi dalekosiężne cele rozwoju gminy, wytyczy kierunki działań (cele i zadania) operacyjnych oraz wskaże środki finansowe i źródła ich pozyskania. Znajdziemy w nim odpowiedź, jak zarządzać rozwojem gminy w długim czasie (10, 15, 20 lat), aby na bieżąco funkcjonować i się rozwijać. Strategia będzie ważnym argumentem przy ubieganiu się o fundusze pomocowe na zaspokojenie potrzeb mieszkańców.

Jeszcze nie teraz

Prawdopodobnie nasi gminni „fachowcy” kolejny raz stworzą nam tylko „zamiennik” budżetu, na przetrwanie roku, ale miejmy nadzieję, że w przeszłości coś w nich „zaskoczy”, opracują strategię rozwoju i zaczną iść we właściwym kierunku.

Tomasz Ciszewski

r.krajewski@gazetaslezanska.pl

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików "cookies" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close