Kamieniołom Kantyna nie zostanie zabezpieczony płotem. Zbyt duże koszty

Jedna z akcji ratunkowych na Kantynie (fot. RK)

Ogrodzenie terenu nie jest możliwe ze względu na skały. Tablice ostrzegawcze i inne zabezpieczenia są natychmiast niszczone. Niedawno na dzikim kąpielisku doszło do śmiertelnego wypadku.

W ciągu 30 lat w nieczynnym kamieniołomie utopiło się kilkanaście osób. Do wypadków często dochodziło przez alkohol i lekkomyślność. W 2012 roku na Kantynie utopił się 27-letni mieszkaniec Pieszyc. Nie wystraszyło to grupy młodych ludzi, którzy już na drugi dzień skakali ze skalnych półek.

– Kamieniołom ma ponad 32 metry głębokości. Nurkując można natrafić na wraki samochodów. Jeziorko przyciąga wielu amatorów nurkowania. Odbywają się tam nieformalne szkolenia nurków – mówi Paweł Zarzycki z legnickiego klubu płetwonurków.

Kantyna położona jest na terenie o powierzchni 50 hektarów, między gminami Sobótka i Marcinowice, co według pełnomocnika właściciela terenu utrudnia to kwestie prawne. Aby uniemożliwić wjazd pojazdów właściciel usypał wał i wyciął część drzew.

– To teren prywatny, nieprzystosowany do jakiegokolwiek wypoczynku. Nie ma możliwości jego ogrodzenia ze względu na skały. Wszelkie zabezpieczenia są natychmiast dewastowane. To zbyt duże koszta. Podczas interwencji często wzywamy policję – informuje Michał Konarski, pełnomocnik właściciela.

Na terenie powiatu wrocławskiego jest wiele dzikich kąpielisk np. plaża w Domanicach (gmina Mietków), żwirownia w Chrząstawie Wielkiej czy jezioro Bajkał w Kamieńcu Wrocławskim (gmina Czernica).

Sporo ludzi woli niestrzeżone miejsca, bo nie musi stosować się do ogólnych zasad bezpieczeństwa. Nie wszystkich też stać na aquaparki i pływalnie miejskie.

– Na basenach jest sporo ograniczeń i nie ma luzu. Nad zalew w Mietkowie przyjeżdżają wszyscy, którzy lubią biwakować, łowić ryby i grillować do późnej nocy. Korzystanie z dzikich, bezludnych plaż jest darmowe i szczególnie ważne w czasach epidemii – argumentuje pani Dagmara, mieszkanka Kątów Wrocławskich.

W 2019 roku w Polsce utonęło 456 osób, w tym 49 kobiet. Najwięcej w jeziorach (120 osób) i w miejscach niestrzeżonych (72).

 

 

 

jacek.bomersbach@gazetaslezanska.pl

Kontynuując przeglądanie strony zgadzasz się na instalację plików "cookies" Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close